Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Gąsienicowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolina Gąsienicowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 marca 2011

"Kanion" na szaro

Pomimo niesprzyjającej aury udało się nam dziś spędzić bardzo fajny tatrzański dzień. Chodził nam po głowie już od jakiegoś czasu żleb opadający z Wyżniej Pańszczyckiej Przełączki czyli „Kanion”.

Nam czyli Kwaśnemu i mnie. Nie było jednak za bardzo kiedy się przystawić; a to kiepskie warunki, a to brak czasu, a to zniechęcająca relacja Kuby ;)

Z uwagi na szybko znikający śnieg stwierdziliśmy zgodnie, że dziś pomimo szarówki za oknem mamy jedną z ostatnich szans w tym sezonie…

Zebraliśmy się bladym świtem, via Kasprowy (szybkie śniadanko kawa z jajecznicą), jeszcze szybszy zjazd do Murowańca i już zasuwaliśmy na Czarny. Szybkim krokiem (coś lichy ten lód...) przeszliśmy na drugi koniec stawu i już po chwili wlekliśmy się noga za nogą żlebem w górę. Niestety nie udało się nam zjechać żlebu od samej góry – śniegu jest już tam tyle, że nie sposób nawet ustawić nart w poprzek. Zresztą gęsta mgła o konsystencji tatrzańskiego mleka oraz powiewy wiatru skutecznie uniemożliwiły nam podjęcie takich prób. I dobrze, bo chyba bym się tam zabił…

Na pewno wrócimy do „Kanionu” raz jeszcze – którejś lepszej zimy kiedy góry będą całe białe, a słoneczna pogoda pozwoli wykorzystać cały fotogeniczny potencjał, który drzemie w tym żlebie

Kilka fotek:

Wszystko powyżej Czarnego Stawu schowane w gęstej mgle


Zasuwamy w górę trochę na czuja – tym razem nos Kwaśnego okazał się niezawodny…


…i po jakimś czasie trafiamy idealnie w żleb…


…którym dalej zasuwamy w górę



aż do miejsca gdzie szerokość śniegu uniemożliwia już zjazd

Forma może i kiepska ale humor jest ;)


Pomimo tego, że śnieg to beton z cienką warstwą cukru na górze - nie mamy do niego zbytniego zaufania; zjeżdżamy pojedynczo, pierwszy Kwaśny w ładnym stylu, za nim ja w stylu ciut gorszym (he, he)



Niżej niespodzianka – coś tam się poodsłaniało…


…niestety wszystko szare jak na scholastycznej rycinie…

Dojazd do Czarnego Stawu to kluczenie pomiędzy kamolami i kosówką (tu jeszcze było spoko)…


...które to kluczenie swoje apogeum osiąga przy zjeździe Goryczkową (no tu już przerąbane)


Ponieważ jednak zawsze lubiliśmy rozwiązywać zagadki logiczne, a szczególnie „jak dojść z punktu A do punktu B” – udaje nam się zjechać do samych Kuźnic bez zdejmowania nart :)

Mimo tego, iż nie udało się zrealizować w pełni zamierzonego planu wróciliśmy przed chwilą w dobrych nastrojach. Już wiemy, że nawet niedziela na szaro i czarno biało może być całkiem fajna.

Pzdr!

niedziela, 10 stycznia 2010

Kasprowy na lodowo

Jeżeli gdzieś w górach jest śnieg i jeżeli da się gdzieś pojeździć na nartach - to właśnie na Kasprowym Wierchu. Wychodząc z tego założenia pędzimy po szklanych drogach, docierając w końcu, poobijani acz w jednym kawałku, do Zakopanego. Do Kuźnic jedziemy pustym busem, na Górę wjeżdżamy kompletnie pustym wagonikiem, na Kasprowym okazuje się jesteśmy jedynymi narciarzami...
Wyciągi nie chodzą, pogoda taka sobie. Góry oblodzone, turystów brak. Za to śniegu moc! Cały Kocioł Gąsienicowy mamy tylko dla siebie. Leży około 80cm nie tkniętego stopą czy nartą śniegu. Kompletnie nie rozumiem dlaczego nie ma tu tłumu narciarzy pozatrasowych. Większość chyba jednak woli siedzieć w domach i narzekać na brak warunków... A cudowny, dziewiczy śnieg czeka!
Zjeżdżamy z Kwaśnym kilka razy w pięknym śniegu, za każdym razem podchodząc na fokach i wymyślając nową, nieprzejeżdżoną linię. Na koniec zjeżdżamy do dolnej stacji wyciągu na Gąsienicowej. Dalej już z buta. Czym niżej, tym lepsza pogoda, za to śniegu coraz mniej... W Murowańcu spotykamy się z Bez-nart-nym Marcinem i razem już przez oblodzony Boczań schodzimy do samochodu.

Kilka fotek:

jedyni klienci na wjazd...


...a na górze tyle śniegu się marnuje ;)


na każdy nowy ślad na nieprzetartym trzeba sobie zaslużyć...



...męcząccccccccym podejściem


i to wszystko tylko po to, żeby się wytarzać w śniegu ;)


powrót do Murowańca już niestety z nartami na plecach


za to widoczność się poprawia...


...na tyle, że można dostrzec ile śniegu jest na Boczniu w połowie stycznia. Co za zima!


na Przełęczy pod Kopą zakładamy raki...


...bo dalej to już tylko lodowisko


zejście szklaną górą bez raków mogłoby być bardzo zabawne



No cóż, wycieczka nauczyła mnie dwóch rzeczy: tego, że zawsze warto ruszać tyłek z domu (nawet gdy cały świat mówi ci, że to bez sensu) i tego, że w górach zawsze trzeba mieć odpowiedni szpej. Ale to przcież oczywiste ;)

piątek, 1 maja 2009

W stylu retro: Kasprowy-Dol.Cicha-Zawory-Gładka-Zawrat-Hala

Razem z Kwaśnym i dwójką Zacnych Przewodników Tatrzańskich (w skrócie ZPT) wybraliśmy się z okazji pochodu pierwszomajowego na piękną turę szlakiem przedwojennych, oppenhaimowych wyryp narciarskich. Trasa nasza wiodła na Kasprowy Wierch – zjazd do Doliny Cichej – w górę do Doliny Wierchcichej – na Zawory – podejście na Gładką Przełęcz – zjazd do Dolinki pod Kołem – podejście na Zawrat – zjazd nad Czarny Staw – na colę do Murowańca – z buta przy świetle księżyca przez Boczań - i o 23.30 meldujemy się w Kuźnicach… Bardzo fajna wycieczka tatrzańska ze słońcem, wiatrem, mrozem i popsutymi nartami w tle… Krótka fotorelacja:


Po sforsowaniu Kasprowego (który to już raz w tym sezonie…) pędzimy w stronę Skrajnej



krótka narada


i po chwili rozpoczynamy zjazd do Doliny Cichej





czasem trzeba kluczyć pomiędzy kamieniami i zjeżdżać dość wąskimi płatami śniegu w żlebach



śniegu jak widać coraz mniej; widać jak schodzą niebezpieczne lawinki gruntowe...


w stronę Doliny Wierchcichej prowadzą nas świeże ślady misia...



dochodzimy do Wierchcichej





Kopy Liptowskie; Nyka pisał w przewodniku, że bardzo lawiniaste. Jak widać, nie kłamał...


Przełęcz Zawory z piekną panoramą




podejście na Gładką


Kwaśny już prawie, prawie...


...ja jeszcze trochę



Gładka Przełęcz - kilka dni wcześniej byłem tutaj z drugiej strony. Hmmm, nawet Fogg potrzebował na to 80 dni... ;)


na przełęczy trzeba odtańczyć taniec zwycięstwa...


...i można wziąźć się za klejenie fok


Na horyzoncie Kostur kusi ośnieżoną ścianą, którą na pewno trzeba będzie kiedyś zjechać... Zjazd za 1 wg W/Ż


Szybki zjazd do Dolinki pod Kołem i pędzimy na Zawrat



Na Zawracie wieje, zimno, zlodowaciały śnieg i najgorsze ze wszystkiego; awaria wiązania. Cholerna żółłta Silvretta po prostu się rozleciała. Chcąc ją reanimować poprawiłem jej w złości "z buta", no i oprócz piętki odpadła cała reszta... Hmmm, fuck, fuck, fuck. Kwaśny i ZPT zjeżdżają, a ja zmuszony jestem zjeźdżać w niekonwencjonalny sposób...



Do Murowańca docieramy o zmroku. Szybka cola, bigosik, takie tam różne i przy księżycu i czołówce przebijamy się przez Boczań...


...by przed północą dotrzeć do Kuźnic.

Udział wzięli: Trzej Amigos i Świerszczu, który to nizin nie lubi i na Hali pozostał...