Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hałdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hałdy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2010

Poskromienie płonącej Szarloty

Zachęceni obiecaną aroniówką, sytymi zjazdami i wieczną sławą wybraliśmy się mocną ekipą na hałdę Szarlota.

Po skompletowaniu drużyny i dotarciu o 22.00 do malowniczej miejscowości Rydułtowy okazało się, że chyba nie wszystko pójdzie po naszej myśli.
Stróż, zamiast łagodnego kolegi, okazał się być zawziętym maniako-służbistą, wobec czego za radą naszego przewodnika Maidena zmuszeni byliśmy przemykać w pełnym zaciemnieniu przez parkingi pełne TIR-ów i innych dziwnych pojazdów.
Pierwsze podejście na Szarlotę w nieprzetartym śniegu poszło gładko i już po chwili szykowaliśmy się do zjazdu.
Zdecydowaliśmy się na zjazd żlebem schodzącym z hałdy w kierunku N/NW. Warunki do zjazdu jak i warunki do robienia zdjęć były ciężkie.
Otuchy dodawali nam przyglądający się nam z niekłamanym zdziwieniem kierowcy TIR-ów, czekający całą noc na załadunek węgla.
Po zjeździe krótka euforia, wyborny smak aroniówki made in Maiden i zabieramy się za drugie podejście.
Ponieważ za pierwszym zjazdem przeoraliśmy żleb aż do czarnego żużlu, zdecydowaliśmy się na zjazd porośniętym drzewami stokiem z prawej strony. I był to dobry wybór bowiem warunki okazały się całkiem fajne.
Kilka szybkich zjazdów z pagórków moreny czołowej i już za chwilę szóstka cichociemnych postaci przemykała wśród TIR-ów w stronę zaparkowanych konspiracyjnie samochodów by o 02.00 zameldować się w domu.

Krótka fotorelacja:
pierwsze podejście


KWK Rydułtowy-Anna odpowiedzialna za efekty dźwiękowe przy zjeździe; po lewej początek Szarloty


szczytujemy 10m pod szczytem (no bo Szarlota to naprawdę gorąca laska jest, pali się bez przerwy i wyziewy piekielne zapodaje)


rozpoczynamy zjazd…



…tylko po to, żeby za moment podejść znowu i zjechać po raz drugi (konkurs: co autor światłem chciał powiedzieć)



wracamy przez pagórki moreny czołowej…


…na widok których chłopaki nie są w stanie powstrzymać się od zjazdu


i ziuuuuuuuuuuu


wreszcie docieramy do ostatniego zjazdu prowadzącego na parking pełen TIR-ów i ich kierowców…


…którym to dostarczyliśmy bezpłatnej i kulturalnej rozrywki (ciekawe czy robili zakłady kto glebnie)


udział wzięli (od lewej): Iras, Peregrin, Maiden, Kwaśny, Poke i tradycyjnie już Bez-Nart-Ny Marcin za obiektywem.


Specjalne słowa uznania dla Kwaśnego, który pomimo seniorskiego wieku (he, he) wykazał się godną podziwu determinacją i po porannym powrocie z Monachium, wieczorem atakował już razem z nami hałdę. No cóż, jak to się mówi: stara rura nie rdzewieje...

Zjazd z Szarloty jest dużym przeżyciem metafizyczno-estetycznym i zgodnie uważamy, iż każdy pełnokrwisty śląski chop powinien go zakosztować.

Trudności zjazdu żlebem porównałbym do zjazdu z Karbu. W pewnych chwilach jest rzeczywiście stromy, stosunkowo wąski, a trudności potęguje świadomość, że każda gleba kończy się szuraniem dupą po czarnym żużlu znajdującym się bezpośrednio pod śniegiem.

I na zakończenie; Bez-Nart-Ny mówi, że zdjęcia z uwagi na warunki wyszły kiepsko – ale że warto wrzucić je na forum publiczne „jako dowod, że są aspiracje, że jest duch walki i korona śląska padnie jeszcze tej zimy ;-) „

środa, 10 lutego 2010

Hołda Skalny po raz kolejny

Właśnie wróciliśmy z hałdy; dziś w nieco zmienionym składzie. Warunki dalej niezłe chociaż śnieg już mocno przewiany.
Obczailiśmy niezłe progi, z których można by poćwiczyć efektowne skoki - ale to raczej za dnia, bo w nocy to zakrawało by na szaleństwo.
Kolega Maiden, obcujący na codzień z Szarlotą stwierdził, że nasza hałda przy Szarlocie to pikuś i ośla łączka, czym skutecznie zmotywował nas do odwiedzenia go w najbliższy czwartek (oj, będzie się działo! ;) )

kilka fotek z dzisiejszego spotkania frakcji śląskiej na hałdzie:

zabawy ze światłem na kopule szczytowej; tu akurat trochę wywiane ale poniżej śnieg już super




czekamy na opady;
jest jeszcze kilka hałd do zjechania...

środa, 3 lutego 2010

Jak się bawią chłopaki na Śląsku

Podniosłem wczoraj oczy znad klawiatury i zerknąwszy przez okno poczułem bolesne ukłucie Ducha Przygody.
No tak, czas zmontować ekipę.
30min hot line i jest już po wszystkim.
Zabrałem się za pakowanie plecaka…

Godz. 22.00 startujemy.
Silna, 6-osobowa ekipa forumowa w skład której wchodzą zarówno przedstawiciele autochtonicznej frakcji sląskiej, jak i goście z zagranicy. Ale Zagłębiaków na szczęście jest mniej. Jest jeszcze GOPR, Bez-nart-ny Marcin - Operator Sprzętu Foto, no i spiritus movens większości debilnych pomysłów czyli ja.
Celem naszym jest jeden z największych europejskich pomników ludzkiej głupoty – czyli Hałda Skalny leżąca na terenie KWK „Bolesław Śmiały” w Łaziskach Górnych.
Szybka przebiórka na parkingu wciśniętym gdzieś w post-industrialne opuszczone budynki i już za moment szóstka cieni przemyka się partyzancko przez las w kierunku Góry. Za moment kleimy już foki i ziuuuuu.
Pierwsze podejście jest rekonesansowe. Czujemy się jak pierwsi ludzie na Marsie. Z jednej strony przysadziste, pionowe kominy Elektrowni Łaziska, z drugiej rozbudowany moloch kopalni „Bolesław Śmiały”. Dookoła światła miast; Tychy, Łaziska, Mikołów, gdzieś w oddali Katowice… Porywisty wiatr, czerwone opary i migoczące gwiazdy. Istna Kraina Mordor.
Na piku szybki biwak, zdjęcie fok, dopinka i startujemy w świeży puch na najstromszej, północnej ścianie, opadającej w stronę lasu.
Gromkie „Jazdaaaaa Chopy!!!” idzie w noc i ruszamy! Jazda na nartach przy odgłosach leżącej u stóp, stale fedrującej kopalni jest czymś nieprawdopodobnym; brrrrrrr, piiiiiiii, piiiiiiiiii, brrrrrrrrrr, piiiiiiiii – repertuar skrzypnięć, trzasków i huków jest bardzo szeroki. Świeży śnieg miejscami 30cm, pióropusze białego i kilka spektakularnych gleb.
Na dole wrzeszczymy z zadowolenia. Powtarzamy akcję trzy razy i o godzinie 00.00 zarzadzamy odwrót.

Poniżej krótka fotorelacja:

pierwszy kontakt z naszą Górą


trawersujemy w stronę zachodniej grani mijając jakieś nieuprzejme tabliczki


KWK „Bolesław Śmiały” durś fedruje


podejście zachodnią granią


wreszcie, wśród oparów i wyziewów dochodzimy do podszczytowego plateau


krótki biwak na obszernym szczycie. W lecie jest tu nawet staw…


widok na Łaziska i w oddali Tychy


l’equipe


narada na szczycie


przygotowania do zjazdu


pierwszy etap zjazdu; ekipa dociera na wierzchołek południowy


szaleńczy zjazd północną ścianą, w dole doskonale widoczna szczelina brzeżna



Na dole przybijamy piątki, przestawiamy buty w tryb WALK i rura do samochodu. W domu o 01.00.

udział wzięli, światłem niżej podpisani (od prawej): Marecki, "poke : )", AvantaR, Kwaśny, Peregrin i Bez-nart-ny Marcin (za obiektywem)


A gruba durś fedruje brrrrrrr, piiiiiiii, piiiiiiiiii, brrrrrrrrrr, piiiiiiiii……………