Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczyrk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szczyrk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 grudnia 2010

Beskidzkie puchy-czyli Golgota, Bieńkula i okoliczne lasy

Wreszcie spadł śnieg. I to całkiem sporo.

Trudno się sypia jak tyle śniegu dookoła leży.

A, że obaj z Kwaśnym cierpimy na bezsenność o tym samy podłożu, postanowiliśmy zamiast faszerować się meliską zaspokoić głód śniegu w nieco inny sposób…

zwlekliśmy się o 4 rano i pognaliśmy do Szczyrku;
wschód zastał nas na Golgocie, a już o 10 byliśmy grzecznie w pracy ;)

krótki filmik



i kilka zajawkowych screenów





Dzisiejsza, szybka poranna akcja sprawiła, że „trochę mnię sen rozgina” ale za to w myślach cały czas brodzę w puchu ;)

pzdr!

PS. Nie dajcie się zmylić! Piosenka w filmie jest nie o spodniach tylko o nowych deskach Kwaśnego  :)

wtorek, 2 marca 2010

Szczyrk - skiturowo i integracyjnie

Trza się integrować! I robić iwenty! A co najlepiej integruje? Jasne, że góry i skitury. Wychodząc z tego założenia przyjaciel mój zorganizował firmową wyrypę skiturową, będącą dla niektórych istną Golgotą...
Ale po kolei:

przysposabiamy przyjaciół (po raz pierwszy w życiu) w odpowiedni sprzęt i prezentujemy im dwie fazy skituringu: podejście (beeeeeee...) i zjazd (juuuuuuuhu!). Najpierw faza pierwsza - trzeba podejść Golgotą...


...z uśmiechem na twarzy, by nie dać poznać po sobie zmęczenia...


"pierwszaki" w górę radzą sobie świetnie


Kwaśny - leader w pracy, leader na podejściu...


...po dojściu na górę faza druga - trzeba zjechać. Tu już zaczynają się kłopoty i opresje...


...z których wyprowadza anielska ręka (w tym przypadku narta) samego szefa. Uwaga! Skręęęęęęęęcamy!

 

...i jest! Ufffff, jeszcze tylko jakieś 50 skrętów i będziemy na dole...


...a na dole czeka kolejna grupa i kolejne podejście - dobra okazja by śrubować czas podejścia...


...w aurze sprzyjającej zawodnikom


u góry pokaz skoków (tu Kwaśny ląduje po naprawdę pięknym skoku - uwierzcie mi ;)


szybki zjazd w dół - i za moment znowu w górę. Zabawa trwa tak do wieczora...


...kiedy to wszyscy już wiedzą o co chodzi w skituringu ;)


a integracja, jak to integracja i tak zawsze kończy się w karczmie...


...no bo jak inaczej wznieść toast za przyjaźń, góry i skituring?
Kalorie spalone, można ucztować


Pzdr ;)

sobota, 6 lutego 2010

Wielka Racza - Wielki odwrót oraz Skrzyczne na ducha pocieszenie ;)

W bardzo bojowych nastrojach wybraliśmy się z Lochnessem, Mareckim i kolegą Muzykiem na poszukiwanie śniegu. Celem naszym miała być Wielka Racza, jednak po dojechaniu na miejsce okazało się, że śniegu jest tam ledwo-ledwo. Aby ulżyć trochę potrzebie obcowania ze śniegiem znależliśmy co prawda ładnie wyżnieżoną polanę ale po kilku podejściach i zjazdach doszliśmy zgodnie do wniosku, że takie to małe jakieś i w sumie nie takie fajne...
Wiedząc, że śnieg bankowo jest w Szczyrku, w tym właśnie kierunku urządziliśmy odwrót. Okazało się to słuszną decyzją. Co prawda w Szczyrku ludzi mnóstwo ale wiemy, że po 16 gdy przestaną chodzić wyciągi, stoki w Szczyrku będą tylko nasze ;)
Pomagając sobie wyciągiem wjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską, skąd już na fokach idziemy na Skrzyczne. W międzyczasie klaruje się piękna pogoda, trzyma tęgi mróz ale może właśnie dzięki niemu mamy nieprawdopodobną widoczność. Z grani Małe Skrzyczne-Skrzyczne mamy wspaniały widok na Pilsko, Babią Górę i Tatry w tle. Samo Skrzyczne opanowane przez paralotniarzy. Krążą wokół szczytu Skrzycznego niczym ćmy wokół świecy. Przez chwilę zastanawiam się, jakim cudem jeszcze nikt się nie zderzył... Pewnie oni, patrząc z góry na narciarzy myślą: jakim cudem oni są w stanie zjeżdżać nie zderzając się? ;) Coż, życie jest relatywne.
Ze Skrzycznego zjeżdżamy FIS-em, po czym zapinamy foki i zasuwamy FIS-em z powrotem w drugą stronę. Może i bez sensu ale my lubimy. Wyciągi w tym czasie pustoszeją, zaczyna się ściemniać. Różnicę 670m przewyższenia pokonujemy w 1'15''. Dochodzimy do schroniska. Odżywają stare wspomnienia; ostatni raz byłem tutaj w szkole podstawowej ze swoją harcerską drużyną...
W schronisku pyszna kolacja z grzanym piwem (dziś mogę - Lochness prowadzi) i w błogich nastrojach już po ciemku zabieramy się za zjazd. Na grani łapiemy się jeszcze na piękny widok; po prawej ręcę zachodzące słońce i leżący u stóp, rozświetlający się powoli Szczyrk, po prawej białe czapy Babiej i Pilska wynurzające się z ciemności, a powyżej rozgwieżdżone niebo... Jeszcze dziś mam w głowie uczucie wielkiej swobody i wolności jakie towarzyszyło mi podczas zjazdu trawersem ze Skrzycznego...
Teraz tylko szybki zjazd Bieńkulą z czołówkami (a właściwie jedną czołówką - moją - chłopakom sprzęt odmówił współpracy) i już jesteśmy przy samochodzie.

krótka fotorelacja:

na osuszenie łez śmigamy po ściernisku...


...szlifując zadziorne miny i narciarską technikę...



...pełną dynamiki i ekspresji, która jednak...


...czasem zawodzi, he, he


Zmiana miejscówki; idziemy trawersem w stronę Skrzycznego...


...którego szczyt opanowany jest przez glajciarzy. Może i są szaleni ale widoki mają przednie; Pilsko, Babia i Tatry zamykające horyzont...


drużyna - Lochness, ja, Marecki i Muzyk


Dzięki temu wyjazdowi znów przypomniałem sobie co lubię w nartach i górach: lubię pozatrasowość, lubię pozasezonowość, lubię trasy narciarskie po zamknięciu. Tak już mam. Pzdr ;)

niedziela, 24 stycznia 2010

Światłem malowanie na Golgocie

W ramach walki z mrozem, zimowym zniechęceniem i otyłością wybraliśmy się z Bez-nart-nym Marcinem (uzbrojonym w aparat, za to jak sama nazwa wskazuje poruszającym się z buta) na wieczorny, skrzyczeński trening.
Temperatura - 21C zmuszała do rześkich ruchów i ostatecznie sprawiła, że kilka eksperymentów zdjęciowych, których chcieliśmy dokonać spaliło na panewce. Sprzęt foto w takich temperaturach odmówił współpracy po 20 min.....

nocna jazda po sztruksiku


...Tolkienowskie klimaty - niczym Gandalf w Morii...



jest zimno więc trzeba zjeżdżać...


...w stronę leżącego u stóp Szczyrku

środa, 13 stycznia 2010

Golgota wieczorową porą

Jak tylko dowiedzielismy się że urwała się lina na Golgocie spakowaliśmy manatki i popędziliśmy z Kwaśnym do Szczyrku. Wszak taka okazja nie zdaża się często.


Wyciąg nie działa ale chłopaki dalej naśnieżają ostro i ratrakują. Efekt jest taki, że każdy zjazd to zjazd po perfekcyjnym sztruksie na całkowicie pustym stoku. Aż chce się foczyć!
Od tego czasu uskuteczniamy co jakiś czas nasze ataki na Golgotę, osiągając coraz lepsze czasy podejścia. Zaczeliśmy od ok 27 min w styczniu, by na początku marca osiągnąć ciut ponad 15 min...

Czasem na deser foczymy jeszcze Małe Skrzyczne - szczególnie przy styczniowych temperaturach rzędu -18C/-21C kiedy to zmarznięte ciało spragnione jest ruchu...

kilka "komórkowych" fotek z tego "pierwszego razu":

Chłopaki z GAT śnieżą aż miło...


...i jak widać dobrze się przy tym bawią. Ratrak zawinięty na drzewo jest tego niezłym przykładem...


...czasem nawet włączają światło - a jak nie, to pozostają nam zjazdy z czołówkami


czasem po drodze na Małe Skrzyczne udaje się napić ciepłej herbaty lub zjeść koneserską potrawę w postaci śląskiego krupnioka

piątek, 12 grudnia 2008

Golgota - czyli pomału "chytam zajawkę" na skitury...


"Gorączka śniegu" ogarnęła nas tak bardzo, że w środku tygodnia zwlekliśmy się w nocy z łóżek i popędziliśmy z nartami w miejsce "gdzie podobno jest śnieg" - czyli do Szczyrku.
O godzinie 5.00 zaparkowaliśmy pod Golgotą. Wtedy nie przypuszczałem jeszcze, że za jakiś czas miejsce to stanie się dla nas głównym poletkiem treningowym przed wyprawami w Tatry...
Kilka głębszych wdechów mroźnego powietrza, przyklejenie zmarzłymi dłońmi fok do nart i już za moment gotowi jesteśmy do podejścia...

 Nie pamiętam już ile czasu zajęło nam podejście Golgotą ale z całą pewnością nie myślałem wtedy, że za jakiś czas będziemy bić tu własne rekordy prędkości - 25 min, 20 min, 17 min, 15 min...


Na górze dzika radość i nieustająca głupawka


Co dziś zostało we mnie z tego poranka?
Kilka zdjęć zrobionych na prędce komórką, przekonanie, że warto wstawać w środku nocy i jak to mówli dziadkowie - wielki afekt do łyżew!