sobota, 20 marca 2010

Pilsko (1557m n.p.m.) w pierwszy dzień wiosny

I znów dopadało trochę śniegu w górach. Styczeń i luty prawie bezśnieżne, a w marcu sypie... Niestety zaraz za śniegiem przyszła potężna odwilż. Temperatury na nizinach sięgają +17C. Cały świat się cieszy, a mnie trochę smutno... Z Tomkiem "Lochnessem" wybraliśmy się na Pilsko licząc się z faktem, że może to być jedna z ostatnich okazji w tym sezonie by pojeździć beskidzko-pozatrasowo. Powtarzamy mniej więcej naszą trasę z zeszłego roku trochę zbliżoną do trasy Pucharu Pilska sprzed jakiegoś czasu: Pilsko-zjazd do doliny w stronę Tanecznika i Munczolika - podejście na grzbiet - zjazd do Potoku Cebulowego i powrót przez Halę Górową na Miziową. Śniegu dużo, około 140cm w górnych partiach Pilska. Niestety ubywa go w oczach. Dość powiedzieć, że tam gdzie jeszcze rano podchodziliśmy, po południu nie byliśmy już w stanie zjechać. Warunki do zjazdów i do chodzenia trudne. Dodatkowo gwałtowne ocieplenie powoduje spore zagrożenie lawinowe. Będąc w takich warunkach w Tatrach siedziałbym w schronisku lub poszedł na Krupówki... W Beskidach nic nie powinno nam grozić. Chociaż... Idąc w stronę Tanecznika i trawersując strome, porośnięte lasem zbocze słyszymy w pewnym momencie potężne tąpnięcie - przypominające odgłos walącego się głucho obok nas drzewa. Spoglądamy po sobie z Lochnessem wymownie; o kurde... Las co prawda gęsty, wyjechać nie powinno. Ale odgłos przerażający, wywołujący u każdego zimowego górołaza ciarki na plecach. Hmmmm, zresztą kto to wie. Życie pełne jest "pierwszych razów i przypadków". Co mi z tego, że później w gazetach napiszą, że pierwszy raz w historii wyjechała lawina na porośniętym zboczu Pilska, he, he... Wycofujemy się czujnie i dalej już z dużą nieufnością patrzymy na wszystkie strome i odsłonięte stoki. Co chwila zresztą widać same zsuwające się masy mokrego śniegu...
Jazda trudna, foki łachudry przemoczone tak, że można je wykręcać nie trzymają się nart wogóle i o ile na płaskim jeszcze jakoś się idzie, o tyle każde stromsze podejście to ostra walka.
Znów się czegoś nauczyliśmy. Czas pomyśleć nad nowymi patentami na takie warunki - pole ćwiczebne przed wiosennymi Tatrami jak znalazł...

Wyjątkowo słoneczna pogoda; niestety bardzo mocno wieje


na słowackim wierzchołku - bardzo lubię widok stąd na Tatry...



...i na Królową Beskidów czyli Babią Górę


szukamy najstromszego zjazdu z wierzchołka - kierujemy się mniej więcej w stronę Tanecznika...


...i pięknego żlebu z fajnym nastromieniem...



...o, właśnie tego za moimi plecami...


rzadki las i stromy zjazd - czyli to co lubimy w Beskidach najbardziej



trochę lepszy śnieg, pogoda jak dziś, trochę umiejętności skakania i dobry fotograf - oj, można by się polansować ;)


pod żlebem; teraz jeszcze tylko zjazd przez rzadki las...



...w typowo beskidzkich klimatach...


...i już trzeba kleić foki


ostatnie spojrzenie na trasę naszego zjazdu


mniej więcej w takim terenie zaskoczyło nas potężne "łuuuuuuup" - stęknięcie ciężkich mas śniegu oznaczające rozprężanie się pokrywy - doskonale wiemy co to oznacza...


...cichutko jak indianie w odstępach trawersujemy niebiezpieczny teren, dochodząc wreszcie do grzbietu z którego możemy zjechać stromym lasem na dno Potoku Cebulowego


miejscami las się przerzedza...


...by nad samą doliną, którą płynie potok znów wrócić do nastromienia i zagęszczenia, które w głębokim, mokrym i ciężkim śniegu zmuszało do walki o każdy skręt


I wreszcie na dnie dolinki. Śnieg lepił się jak klej; kto choć trochę jeździ na nartach - wie co to oznacza...


szybka herbatka z hałwą i podchodzimy "na czuja" Cebulowym Potokiem...




...by w pewnej chwili wytrawersować w zbocze po lewej stronie i stromym lasem podejść dokładnie pod charakterystyczne skałki znajdujące się przy szlaku z Hali Górowej na Miziową. Tym razem nos nas nie zawiódł :)


temperatura + 15C powoduje, że wszystko jest przeraźliwie ciężkie i mokre, foki nie trzymają pomimo stosowania przeróżnych patentów. Walczymy o każdy metr ;)


w końcu dochodzimy na Halę Miziową


nartostrada przejezdna do Hali Szczawiny - dalej już tylko kałuże; wobec czego ostatni odcinek pokonujemy w nieprzejeżdżonym śniegu pod wyciągiem


jeszcze 2 dni temu był tutaj ponad metr śniegu - dwa dni z temperaturą +15C wyrządzają ogromne szkody... Chyba w tym sezonie pozatrasowo już w Beskidach nie pojeździmy...


Pzdr ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz